sobota, 21 lipca 2018

Wnieśmy w to swój wkład!

 Prawdziwa wiedza polega na uświadomieniu sobie, że nic nie wiemy
~Sokrates

Witam!

 Jeżeli jesteście umysłami ścisłymi i do tego interesujecie się zarówno przeszłością, teraźniejszością jak i przyszłością naszego cudownego Wszechświata to jest to książka dla Was! Nie mam dla Was żadnego "poczytadła", romansu, czy kryminału. Przynoszę dla Was książkę naukową, więc jeżeli Was to nie interesuje wróćcie za parę dni, na inny post. Drodzy Wspaniali Naukowcy zaczynamy!



 Nie streszczę Wam tej książki, gdyż to graniczyłoby z cudem. Mogę Wam jedynie opowiedzieć troszkę o niej, o jej autorze i napisać swoje spostrzeżenia.

 Jest to pozycja o nie dość, że trudnym temacie, to jeszcze terminologii. Myślę, że jest ona przeznaczona głównie dla tych ludzi, którzy lubią patrzeć w gwiazdy, stawiać trudne pytania, ale przede wszystkim dla ludzi ciekawych naszego świata. 
 Jeżeli chodzi o mnie, ja od września idę do szkoły średniej i będę mieć rozszerzenie z takich przedmiotów jak matematyka, fizyka i informatyka. Przeglądając książkę do fizyki natchnęłam się na rozdział mówiący właśnie o tych treściach, jakie przeczytałam w tej lekturze. Przeczytawszy całe 570 stron nielekkiej lektury, jestem jeszcze bardziej ciekawa tych moich rozszerzeń, ale także myślę, że moje spostrzeganie świata nabrało koloru. 

 Tegmark nie pokazuje tu tylko kwestii czysto teoretycznej. Sądzę, że ma głównie na celu zaciekawienie czytelnika, by nie był tak bardzo prostolinijny. Uważamy bowiem, że nasz Wszechświat, Ziemia, Droga Mleczna to jest coś ogromnego. Ale patrząc z mojej perspektywy, nigdy nie zadałam sobie trudu, by spojrzeć dalej. Przecież istnieją inne galaktyki, wiele wspaniałych, niszczycielskich gwiazd, planet. Nasz Wszechświat jest jedynie częścią czegoś monstrualnego. Czy człowiek dowie się kiedykolwiek, jak duża jest ta rzeczywistość? 

 W tej książce pokazane są różne teorie, zarówno początku tych wszystkich obiektów jak ich prawdopodobny koniec. Oczywiście, nie jesteśmy w 100% pewni, że "taka i taka" teoria się spełni. 
 Zostały tutaj także przytoczone wspaniałe nazwiska wielkich ludzi, takich jak Eintein, Schrödinger, Maxwell, Friedmann, itd. Ci wszyscy dokonali nie tylko wielkich rzeczy, ale przez pewien czas w ogóle na nie nie zważano. Czy to, dlatego że ludzie boją się poznać prawdę? Wiele, wiele istot do tej pory myśli, że nasz świat liczy sobie max. 10.000 lat.  Ogrom naukowców poniosło życie tylko dlatego, że odkryli coś nowego. Idea multiwszechświata o nieskończonej przestrzeni zaprowadziła Giordana Bruna na stos w 1600 roku. Niektórych uznano za czarodziejów i także ich spalono. Obecnie, w czasach bardziej cywilizowanych, naukowcy mają większe pole do manewru, ale co z tymi wszystkimi, którzy żyli w nieodpowiednich dla nauki czasach?


zdj. ze strony lubimyczytać.pl


Przedstawiam Wam Maxa Tegamrka, który jest autorem nie tylko naszej dzisiejszej propozycji "Nasz matematyczny wszechświat", ale także wielu innych książek i artykułów. Z tego co przeczytałam, mogę stwierdzić, że tego Pana także powinno się obdarować mianem "wielkiego". Był inicjatorem wielu badań, doświadczeń, ale także w wielu brał udział, pośredniczył. I to właśnie dla takich ludzi powinno się czytać książki naukowe!





 Polecam Wam tę książkę, chociaż, by poznać odpowiedzi na takie pytania jak: Czy jesteśmy sami w kosmosie?; Skąd się wzięły galaktyki?; Ile lat ma Wszechświat?; Czym jest rzeczywistość?.

 Oczywiście, dzisiaj nie wystawię noty, ale sam fakt, że ta książka powstała nadaje jej wysoką rangę.

Pozdrawiam!

środa, 18 lipca 2018

Wyższa konieczność

Marzenia nie mogą przemarznąć -(...)- Trzeba o nie dbać.


Witam!

 Książki, którą Wam dzisiaj pokażę, w pewnym momencie nie mogłam zrozumieć. Sam początek zaczął mnie już zniechęcać, ale brnęłam wytrwale  i myślę, że się nie rozczarowałam. W gruncie rzeczy, jest to kolejna bardzo dobra propozycja od p.Magdaleny Kordel, choć tym razem o tytule: "Serce z piernika".

Chcesz rozśmieszyć Pana Boga, to opowiedz mu o swoich planach (...)

  Opowiada o Dobrochnie, najmłodszej w opowieści, jej matce, Klementynie i babce matki, Agacie. Seniorka nie jest może najnormalniejszą kobietą, ale za to spod jej rąk wychodzą kulinarne arcydzieła. Rzeczą dziwną, natomiast, jest to, że potrafi stracić poczucie czasu, świadomość, gdzie jest i pakuje się, by wyruszyć w podróż, której na celu jest odnalezienie zabranego syna.


Gdy się kogoś kocha, to ten ktoś nigdy nie znika (...)

  Kobiety przeprowadzają się do rodzinnej miejscowości babki, mając nadzieję, że tam te "zmiany osobowości" miną. Z początku życie w tak małym społeczeństwie wydaje się nader ciekawe. Tym bardziej, że Klementyna, będąc tam pierwszy raz, ratuje Julię, młodą kobietę, która miała zamiar popełnić samobójstwo. W zamian za ratunek, deklaruje się, że pomoże nowo przybyłej w opiece nad seniorką, której zachowanie jest po prostu podejrzane. 

(...) tylko głupiec bez wyobraźni nie odczuwa lęku (...)

 Jeszcze o tym nie wspomniałam, ale Klementyna cukiernictwo ma we krwi. W okresie przedświątecznym zajmuje się pieczeniem pierniczków i wielu innych smakołyków świątecznych, przez co nie ma zbyt dużo czasu dla siebie. Ale, po opisach w książce, można stwierdzić, że spod jej rąk wychodzą prawdziwe majstersztyki. Zostaje mi tylko narobić Wam smaka i polecić!


Nota, jak widać wynosi dziś: 7/10
Komentarz na zdjęciu jest potrzebny, bo rzeczywiście, pomimo świetnej fabuły, czasami się gubiłam..
 Pomimo tego, czytajcie i sami oceńcie!

Pozdrawiam!

(...) życie to jest most, który może unieść określoną ilość kilogramów. Przechodząc przez niego, dźwigamy o wiele, wiele więcej. To zmartwienia, smutki, niepowodzenia.  Żeby most się nie zawalił, musimy je podrzucać, spowodować, by zawsze któraś z piłeczek była w powietrzu. To właśnie recepta na życie. Na nienaruszenie mostu.

sobota, 14 lipca 2018

Zupełnie nieprzypadkowe przypadki!

Bliskość wcale nie oznacza zażyłości.

Witam!

 W dzisiejszej książce znajdujemy wyśmienite połączenie trzech amerykańskich pisarzy. Maureen Johnson, John Green i Lauren Myracle, którzy stworzyli świąteczne opowiadania o miłości pt.:"W śnieżną noc".


  Powiem tak, nie streszczę Wam każdego z trzech opowiadań szczegółowo, ale w skrócie - owszem. Spróbuję także dokonać ogólnej oceny i napisać, co ja sądzę o ogóle. Zapraszam!

 I jeszcze słowem wstępu, wszystkie historie dzieją się w okresie świąt Bożego Narodzenia, Wigilii, a ostatnie 2 dni po nich. Miejsce wszędzie jest to samo. W 1. i 2. ważne jest miejsce o nazwie Waffle House, a w 3. - Starbucks . 

 Pierwsze opowiadanie nosi tytuł: "Podróż wigilijna". 
  Jubilatka (imię), dowiedziawszy się o aresztowaniu rodziców, wsiada w pociąg i jedzie do dziadków. Niestety, panuje ogromna śnieżyca i dziewczyna wraz z 14 cheerleaderkami i Jeb'em, który jedzie do "byłej"  dziewczyny, utknęła w zaspie i czekają ją święta w pociągu. Jednakże, wydostaje się z niego i zachodzi do Waffle House'a, by choć trochę się ogrzać. Tam spotyka Stuarta,  cierpiącego po stracie dziewczyny, który proponuje jej, by święta spędziła wraz z jego rodziną. 
  Te święta są inne i przynoszą wspaniałą nową "przygodę". Tym bardziej, że matka Stuarta ewidentnie bawi się w swatkę! Czy jej się to uda? 

Wszystko ma związek z plackami ziemniaczanymi -(...)- Jak powiedział poeta: Tak wiele zależy od ziemniaczanych placków, lśniących od tłuszczu, obok jaj sadzonych.

[Jest to oczywiście parafraza słów spisanych przez Szekspira]


" Bożonarodzeniowy Cud Pomponowy"
 Tu poznajemy troje przyjaciół: JP, Tobina i Diuk (Angie). Po dostaniu wiadomości, że w Waffle House jest aż 14 dziewczyn, które wykonują szpagaty itp., zaczyna się walka ze śniegiem i samochodem. Chłopcy, szczególnie JP, bardzo chcieliby spędzić resztę Wigilii właśnie w ich towarzystwie. Nie przeszkadza im nawet śnieżyca 50-lecia! Podczas tej eskapady wiele się dzieje. Wpadają w zaspę, są gonieni przez wściekłych bliźniaków, a nawet przez beczkę! W tę świąteczną noc cuda się zdarzają i udaje im się dostać do znajomych. Ale, mamy tutaj pewien problem. Diuk jest w ogóle niepostrzegana przez innych jako dziewczyna, a uświadamia sobie, że  bardzo chciałaby, by Tobin właśnie tak ją widział. Jako osobę płci przeciwnej, a nie jak kumpla. Czy coś zaiskrzy?

(...) nie ma znaczenia, co daje nam wszechświat. Ważne jest to, co my mu oferujemy.

 W ostatnim opowiadaniu główni bohaterowie każdej historii się spotykają w Starbucksie, ale to dopiero na końcu.

 "Święta patronka świnek".
  Addie jest załamana po stracie Jeb'a (patrz: 1. opowiadanie). Jest zdesperowana do tego stopnia, że obcina włosy i farbuje je na różowo. A do tego bezustannie rozpacza. Ale chwila, to ona go zdradziła i zerwała, choć szczerze tego nie chciała. 
  By zająć głowę czymś innym idzie na swoją zmianę do Starbucksa. Musi jednak pamiętać, by odebrać świnkę dla przyjaciółki z zoologicznego. Nie spodziewała się, że ten dzień będzie tak szalony! Do tego stopnia, że nawet kran popsuła...  I oczywiście, zajęta swoimi sprawami, zapomniała o zwierzątku, które w tym czasie sprzedano! Co zrobi teraz? Odnajdzie świnkę?  

📖

 Przyznam szczerze, że najbardziej podobało mi się pierwsze opowiadanie. Choć wszystkie świetnie do siebie pasowały i idealnie na końcu się połączyły. Nie ukrywam, że ogólna nota będzie wysoka i z czystym sercem mogę Wam ją polecić! Ale proszę Was, nie czytajcie jej tak jak ja to zrobiłam, czyli nie w święta. Sięgnijcie po nią w grudniu, by oczarowała Was jeszcze bardziej!

Nota: 9/10

Pozdrawiam!

Ludzie się dla siebie zmieniają. Weź jakąkolwiek historię o miłości, wielkiej miłości, i zobaczysz, że ludzie muszą chcieć się zmienić, jeśli ma się im ułożyć. Jak w Shreku, kiedy Fiona mówi, że ma dość bekania, puszczania bąków i tak dalej. Shrek na to:"Jestem ogrem, musisz się z tym pogodzić". A Fiona pyta:"A jeśli nie umiem?" I Shrek pije magiczny napój, który zmienia go w przystojnego księcia. Robi to z miłości do Fiony.

[Przytoczyłam w całości ten fragment, by pokazać Wam akurat ten przykład -> Shreka.]

środa, 11 lipca 2018

"Utrumque vitium est, et omnibus credere et nulli"

Kto zna księgi, ten zawsze znajdzie odpowiedź. Kto ksiąg nie czyta, nigdy nie przekroczy granic innego świata.

Witam!

  Co powiecie, Drodzy Czytelnicy, na to, by przenieść się odrobinę w czasie? Sięgnąć wstecz i poszukać przygód razem z Julką i Julkiem? Otóż, zabieram Was dzisiaj w podróż wraz z bohaterami książki Ewy Karwan-Jastrzębskiej "Misja Feniks"! Zapraszam!

(...) wszystkie odpowiedzi na najtrudniejsze pytania kryją się w książkach.

  Julka i Julek są bliźniakami i należą do dość specyficznej rodziny. Matka gra na fortepianie/pianinie, a ojciec nie dość, że skończył historię sztuki to sam maluje. Nie dziwne jest więc, że dzieci są takie a nie inne. Nie nudzą się ze sobą i razem szukają coraz to nowszych przygód.
 
   Po drugiej stronie ulicy zostaje otworzony antykwariat. Mężczyzna prowadzący go, Aureliusz, wygląda zarówno fascynujący jak strasznie. A w zasadzie jest to miły, starszy pan ze wspaniałymi skarbami. Rodzeństwo zaprzyjaźnia się z tym oto panem i dzięki niemu przeżywają ogromną przygodę!


Człowiek uczy się z wiekiem (...)

 Antykwariusz wciąga bliźniaków w niezłą "zabawę". Mianowicie, ona sam wyjeżdża i pozostawia swój "zakład" w rękach J&J. A oni (wiecie, jak to w książkach niezbyt ambitnych) trafiają, za sprawą obrazu, do XVI-wiecznej Florencji! Są ścigani, schwytani, a w końcu rozwikłują zagadkę zaginionego obrazu. I to wszystko w jedną noc - dość surrealistyczne, ale nawet ciekawe.



 Przyznam, książka świetnie napisana, a ilustracje (TAK, SĄ OBRAZKI :) ) zostały bardzo dobrze wykonane! Nota dość niska, ale jeżeli jesteście ciekawi to polecam, abyście ją przeczytali!

Nota: 5/10

 Jeżeli czytaliście to piszcie swoje recenzje! A teraz, na zakończenie, zdradzę Wam polskie tłumaczenie cytatu z tytułu :)!

Błędne jest jedno i drugie: ufać wszystkim i nie ufać nikomu

Pozdrawiam!

sobota, 7 lipca 2018

Stacja Jagodno cz.5.

 (...) troski niszczą nasze ciała bardziej niż czas. Wydrapują zmarszczki, wysuszają skórę i zabierają iskierki z oczu. Na to nie pomagają żadne kosmetyki. Jedynym lekarstwem jest spokój i bezpieczeństwo u boku innego człowieka. Tyle że o to niełatwo. 

Witam!

 Moi Drodzy, dzisiaj chciałabym Wam przedstawić piątą część z serii Stacja Jagodno Karoliny Wilczyńskiej -> "Życie jak malowane". Myślę, że nie jest to najlepsza część tej serii, ale zawiera, jak pozostałe, wiele wspaniałych "złotych myśli", ale także przenosi nas do innego świata. 



  Dworek w Jagodnie dalej się rozwija. Niestety, gości brak. I funduszy na jego rozbudowę także. Ale, co wiele głów to nie jedna. Małgorzata wpada na pomysł, by założyć stowarzyszenie Stacji Jagodna i pozyskać dzięki temu pieniądze na dalsze prace remontowe. Pomysł jest na tyle dobry, że już w niedługim czasie udaje się go wprowadzić w życie. Powstaje stowarzyszenie "Stacja Jagodno"!


  Idziemy dalej i zaglądamy co tam słychać u Marzenki i Janka. Otóż nie jest zbyt dobrze. Mama Marzeny  miała wylew, przez co traci sprawność. Kobieta musi się nią zająć. Najgorsze jest to, że chora nie daje sobie pomóc. Pluje jedzeniem, nie ćwiczy. Ojciec Marzeny bardzo przeżywa stan żony i nie może się odnaleźć. Kobieta może liczyć tylko na pomoc narzeczonego, którego niestety przyłapuje na bardzo dwuznacznej sytuacji. Oddaje pierścionek i twierdzi, że wszystko skończone. Czy na pewno?

Każdy ma dwie strony - prawą i lewą. I te dwie strony różnią się od siebie.

 Przenosimy się teraz do domu Jadwigi. Po stracie męża kobieta stara się ułożyć życie od nowa. Spotyka przecież Romana, który jest dobry nie tylko dla niej, ale także dla jej dzieci.  
Igor nadal u niego pracuje. Ale przy chłopaku chwilę się teraz zatrzymamy. Poznaje dziewczynę z kolczykami na twarzy i dredami o imieniu Majka. Niby go takie dziewczyny nie interesują, ale ta jest inna. Zafascynowała go i stara się do niej zbliżyć, na co ona chyba nie bardzo mu pozwala. Niestety, ten wątek nie został rozwiązany w tej części :(.
  Następnie, chciałabym wspomnieć o Teresce, młodszej siostrze Igora. Nastolatce marzą się nowe ubrania, ale przecież na nie pieniędzy nie ma. Postanawia nauczyć się szyć. Pomaga jej w tym pani Zofia, a Roman przywozi starą maszynę jego mamy, by mogła w domu szyć. Koleżankom w szkole bardzo podobają się "nowe" ubrania Tereski i nawet kupują materiały, by im także uszyła coś fajnego. W krótkim czasie, Tereska zyskała w oczach znajomych, ale także uczciwie zarobiła.


Jeśli nie spróbujesz, to się nie przekonasz. 

 Ale nie doszliśmy jeszcze do wątku głównego! W tej części przedstawiona jest historia Elizy i Rafała. Mają synka, Antosia. Małżeństwo straciło dziecko. Kobieta nie jest w stanie od tego czasu normalnie funkcjonować. Już nawet powiedziała mężowi, że go nie kocha. na co on złożył pozew rozwodowy.   
 I gdyby nie panna Julia, jedna z hrabianek, nie wkroczyła do akcji to Eliza zamęczyła by się, a wraz z mężem popełniliby największy błąd w życiu. Staruszka opowiada Elizie o tym, że ona także straciła dziecko. I dopiero ta rozmowa burzy pewien mur w głowie kobiety. Czy ich rodzinę da się jeszcze uratować? Czytajcie!


Los czasami bardzo nas doświadcza. Są chwile, kiedy wydaje nam się, że nie damy rady. Ale człowiek ma w sobie o wiele więcej sił niż myśli.

  Książka dobra. Jest to ostatnia część, którą posiadam. Niestety, szósta nie trafiła w moje ręce (nosi tytuł "Dom pełen słońca"). Jeżeli ktokolwiek z Was czytał także ostatnią to proszę pisać, dzielić się opiniami! A ja wystawiam ocenę:

Nota: 7/10

📖 📖 📖 📖

 A teraz chciałbym wystawić średnią ocenę całej serii!
 Jeżeli chodzi o część startującą cały cykl to napisałam, że jestem między notą 6 a 7. Do średniej policzę notę 6,5 , czyli spotykamy się w połowie.

6,5+7+7,5+8+7= 36                     ->                 36/5= 7,2

Nota całej serii: 7,2/10
 Myślę, że jest to bardzo sprawiedliwa ocena i szczerze się z nią zgadzam. Ogółem, polecam całą serię!

 Na koniec chciałabym Wam jeszcze pokazać/przypomnieć, że przecież oprócz książek uwielbiam matematykę i fizykę :). Otóż, policzę jeszcze średnią prędkość, z jaką czytałam całą serię :).

stron: 1627
ilość dni: 9
średnia prędkość: 180,(7), czyli około 181 stron dziennie :)
Pozdrawiam!

(...) namalowane na porcelanie obrazki, nawet jeśli są doskonałe,to jednak nie prawdziwe. I bardzo łatwo je stłuc (...) Lepiej malować na czymś solidnym, choćby miało nie być idealne. Za to więcej i dłużej przetrwa. 

środa, 4 lipca 2018

Stacja Jagodno cz.4.

(...) Bo żeby dom żył, nie wystarczą mury i nowy dach czy piec. Dom to ludzie. To ci, którzy się wspierają, pomagają sobie w trudnych chwilach, rozumieją innych. Dom to ludzie, do których się wraca, którym się ufa i którzy są nam bliscy. (...)


Witam!

  Ta piękna definicja domu pojawiła się na przedostatniej stronie 4. już części z serii Stacja Jagodno Karoliny Wilczyńskiej "Serce z bibuły". Sądzę, że ta część jest, spośród pierwszych czterech, najlepszą. A dlaczego? Już mówię...

MAM SIŁĘ Z TEGO, CO KOCHAM

  W Jagodnie dużo się dzieje. Najważniejsze jest jednak to, że ruszyła renowacja dworku. Wszystko jest czyszczone, odnawiane - przywracane do życia. Na czele tego stoją Marzena wraz z Tamarą. A postrachem wszystkich pracowników jest panna Zuzanna, której wystarczy tylko jedno stuknięcie laską, by ludzie truchleli i pracowali lepiej, efektowniej. Przy okazji zdradzę, że takiego kierownika budowy żadna ekipa, by się nie powstydziła :) ...


(...) ale ktoś, kto z własnej woli chce pomagać innym w potrzebie, musi być dobrym człowiekiem. 

 W tym tomie poznajemy historię walecznej, wspaniałej można rzec, pani Jadwiga. Kobieta ma męża alkoholika i piątkę dzieci w przedziale 5-17 lat. Żyją biednie. Mąż jest dobrym budowlańcem, ale niestety pieniądze, zamiast do domu, idą do monopolowego. Ona nie pracuje; dorywczo pomaga na weselach, ale nie często. I jak tu żyć?
  Zdarza się wypadek. Tadek (mąż) zostaje potrącony przez samochód, gdy wraca nietrzeźwy do domu. Zgon na miejscu. Kobieta zostaje z pięciorgiem niewykarmionych dzieci. Co teraz?
  Otóż żyją na tym świecie jeszcze ludzie dobrego serca. Otóż w 3.części żona wójta, Małgorzata otwiera kawiarnio-sklepik. Obecnie chciałaby go zamknąć, bo nie daje on planowanych zysków. Jednakże jedna wizyta Jadwigi zmienia wszystko. Postanawia pomóc wdowie. 
Jadwiga jest bardzo zdolna manualnie. Potrafi zrobić z bibuły takie kwiaty, że ludzie natychmiast je wąchają i są zdziwieni brakiem zapachu. Małgosia zaczyna sprzedawać ręcznie robione arcydzieła i w niedługim czasie stają się one hitem! Pani Jadwiga ma pieniądze, a i Małgosia lepiej się czuje!


Miłość i przyjaźń nie polegają na oczekiwaniu, czy spełnieniu czyichś oczekiwań, ale na byciu z kimś w każdej ważnej dla niego chwili, na zrozumieniu i akceptowaniu potrzeb.

  
 Jeżeli oczekujecie jeszcze jakichś informacji to proszę...
Związek Kamila i Marysi przeżywa kryzys. Chłopak wyjechał na studia i już nie ma tylu czasu dla dziewczyny. 
Ewa spotyka swoją miłość sprzed lat, do której, jako kobieta po 70-tce nie chce się przyznać.
Marzena jest rozczarowana zachowaniem Jana, z którym myślała, że ułoży sobie życie. Mężczyzna nie dość, że nie przyjeżdża to ma jeszcze czelność mówić do niej jak do pracownika!


 Mogłabym tak pisać i pisać, ale już w skrócie. Książka bardzo dobra, oczywiście polecam! Nota także jest najwyższa spośród dotychczasowych części, bo:

 Nota: 8/10



Pozdrawiam!

Uczucia są te same w każdym wieku, bo nasze serca się nie starzeją. To tylko ciało się zużywa i marszczy jak bibuła, serce na zawsze pozostaje młode. A miłość przychodzi, kiedy chce, nie można jej zaplanować. Przychodzi albo powraca ta, której chcieliśmy się pozbyć.

sobota, 30 czerwca 2018

Stacja Jagodno cz.3.

Ważne jest, żeby być zadowolonym z życia i być w zgodzie z własnym sercem.

Witam!

*drobna uwaga*
 Ostatnio złapałam się na tym, że prawie wszystkie wpisy zaczynam od: "Dzisiaj mam dla Was..." -> Czy to nie jest denerwujące? Ten początek stał się już chyba rutyną. Muszę się go oduczyć :).
*koniec uwagi*


   W ten jakże deszczowy dzień chciałabym Wam polecić już trzecią część z serii Stacja Jagodno autorstwa Karoliny Wilczyńskiej. "Po nitce do szczęścia" to kolejna bardzo dobra, luźna propozycja na wakacyjne "odmóżdżenie", choć ta część mnie zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Udało mi się wyłapać kilka takich życiowych mądrości kochanej babci Róży, która jak się okaże nie jest do końca Różą Marcisz, ale to sobie przeczytacie ;).


Nie dla każdego lepsze życie oznacza więcej pieniędzy. I nie każdy chce żyć według pomysłu innych...

    Jak ostatnio wspomniałam, chciałam, aby wątek hrabianek się wyjaśnił. Czasami wystarczy tylko zamarzyć, a się spełni! Otóż, wątek toczył się i jego zakończenie było wielką niespodzianką, której z resztą tu nie zdradzę. Mogę tylko powiedzieć, że zawirowania podczas wojny mogą doprowadzić do tego, że człowiek podejmując decyzję nie zawsze myśli zgodnie z rozsądkiem. Taką impulsywną decyzję podjęły właśnie siostry Leszczyńskie, a właściwie Skawińskie...




   Jeżeli chodzi o inne wątki, to kwitły bardzo intensywnie. Weźmy na przykład Marysię i Kamila. Dziewczyna bała się, że po przygodzie z Oskarem już nikogo nie zdoła pokochać, a tu proszę.  Kamil jest zupełnym przeciwieństwem Oskara. Troszczy się o Marysię, boi się o nią, ale przede wszystkim oboje czują się w swoim towarzystwie wspaniale. Czy to nie jest piękna, młodzieńcza miłość?


  Natomiast, teraz sprawdzimy co u Tamary. Oprócz tego, że na końcu książki zostaje wyrzucona z pracy to po staremu. Sami doczytacie powód zwolnienia. Choć, w życiu kobiety pojawia się Małgorzata, żona wójta, któremu kampanię organizowała Tamara. Wójtowa ma dość bycia jedynie żoną wójta. Chciałaby być po prostu Małgorzatą, mającą normalną rodzinę, pracę, normalne problemy. Czy uda jej się wyrwać spod "władzy" męża?


  Na koniec chciałbym wspomnieć o tym, że oschła relacja Ewa-Tamara-Marysia zaczyna wreszcie przypominać ciepłą rodzinną atmosferę. Szczególnie jeżeli chodzi o Ewę. Ta zaczęła coraz częściej spotykać się ze znajomymi, nawet uprawia nordic walking!


 Spokojnie mogę dać tej części notę nieco wyższą niż poprzedniej.

Nota: 7,5/10
  Polecam!
Pozdrawiam!

Matka nie jest po to, żeby uchronić dziecko przed wszystkimi niebezpieczeństwami.  Tego nie da się zrobić. Każdy musi popełnić błędy, a potem ponosić ich konsekwencje. 

środa, 27 czerwca 2018

Stacja Jagodno cz.2.

Tylko nudni ludzie się nudzą.

Witam!

 Przyznam się, że cytat z góry idealnie obrazuje moje dotychczasowe życie ;). Ale, nie o tym dzisiaj! Przychodzę do Was z drugim tomem z serii Stacja Jagodno Karoliny Wilczyńskiej -> "Marzenia szyte na miarę".   Jeżeli po pierwszej części czułam niedosyt, to teraz jestem całkiem zadowolona zarówno z przebiegu samej akcji, jak również z ogółem - całokształtu. Więc notę wystawię już na samym początku!

 Nota: 7/10

 W tej części pojawią się nam wszystkie trzy pokolenia kobiet, których sylwetki przytoczyłam ostatnio. Jest także babcia Róża. Co u nich słychać? Otóż po staremu z jednym wyjątkiem. Po dość ciężkich przeżyciach Marysia postanawia poprawić oceny, aby nie widzieć matki więcej w tak złym stanie, co wtedy. Znajomość z Kamilem, internetowym znajomym, stopniowo przeradza się w piękną przyjaźń.




  W "Marzeniach.." poznajemy panią Zofię. Jest to miła, uczynna staruszka, która ostatnio zawadza zięciowi. Tamara prosi ją, aby doglądała do babci Róży. Oczywiście, w zamian za pieniądze. Ta zgadza się i po niedługim czasie jest w stanie sprawić prezenty wnukom. Zięć wpada w furię i wygania ją z domu. Pani Zofia zamieszkuje u Róży i nie ukrywa, że w towarzystwie pokrewnej duszy jest jej bardzo dobrze. 


 Równolegle, Marysia ratuje szczeniaka przed pewną śmiercią. W tych okolicznościach poznaje pannę Zuzannę i Julię - siostry, hrabianki. Jeżeli chodzi o ten wątek, to bardzo mi się on spodobał. Tym bardziej, że nie został on wyjaśniony, więc czekam, że rozwiąże się w kolejnych tomach....



 Podsumowując, książka idealna na czas wakacyjny. Idealna, by mózg troszkę odpoczął!
 Polecam!
 Pozdrawiam!

-(...)- Musisz wiedzieć, czego chcesz. Co ci pasuje, co lubisz. I wtedy dopiero je tworzyć, uszyć najlepsze dla siebie. Wymarzyć sobie i potem te marzenia zrealizować. Swoje, nie czyjeś.

- Takie marzenia szyte na miarę?

sobota, 23 czerwca 2018

Stacja Jagodno cz.1.

Każdy popełnia błędy. A największe popełniamy z miłości.

Witam!

  Po dość poważnym "Promyczku" mam dla Was luźną propozycję, która rozgrywa się w moich rodzinnych stronach, bo w Górach Świętokrzyskich. 


 Trzy pokolenia: Ewa, Tamara i Marysia. Każda z nich opowiada swoją historię. 
 Ewa to lekarka na emeryturze.
 Tamara obecnie planuje kampanię wyborczą, a przy okazji przeżywa niespodziewany romans.
 Marysia jest w pierwszej klasie liceum - jednego z czołowych w Kielcach, a do tego jest na profilu IB, gdzie większość przedmiotów wykładanych jest w języku angielskim. Na dodatek, wchodzi w tzw. okres buntu, gdzie wyrzuca matce, że ją w ogóle nie obchodzi, stara się upodobnić do modnych koleżanek, a w końcu znajduje sobie chłopaka, który w aureoli nie chodzi...
    
  Myślę, że takim przełomem w całej książce jest bliższe poznanie "starej Marciszowej", z którą Tamara znajduje bliższy, bardzo ciepły kontakt. Starsza kobieta, która w niedługim czasie staje się babcią Różą, obdarza Tamarę wieloma radami, jak zarówno zrozumieniem i przede wszystkim czasem, w którym może sobie ona poukładać relację z córką.


 Jest to książka bardzo ciepła. Zastanawiałam się nad notą dla niej i nadal jestem pomiędzy szkolną 6, a dobrą 7. 
  Jeżeli czytaliście, to piszcie Wasze spostrzeżenia. Natomiast, jeżeli nie możecie się zdecydować, czy pierwszą część z cyklu "Stacja Jagodno" przeczytać to mimo wszystko polecam, a jestem pewna, że jak zaczniecie, to kolejne części także przeczytacie. Dlaczego? Bo Karolina Wilczyńska napisała serię 6-tomową!
 Pozdrawiam!


[...] w życiu nie da się nic zrobić na siłę. Wszystko ma swój czas. I gdy ten nadejdzie, stanie się to, co ma się stać. [...] nie da się nikogo uchronić uchronić od bólu i rozczarowań. Bo każdy ma swoją drogę, swoje kamienie, o które się potyka i swój cel, do którego prędzej czy później dojdzie.

środa, 20 czerwca 2018

"Dzisiaj moje życie jest cudowne"

Jesteś dzielny. Jesteś dzielna.

Witam!

  Dzisiaj mam dla Was książkę, która na początku wydawała się bardzoo nużąca, lecz to był tylko początek. Bardzo czekałam na akcję. A powiedzieć, że się doczekałam to jakby nie szepnąć nawet słówka. To co się w niej zadziało jest świetnym dowodem na to, że Kim Holden jest genialna w tym co robi. Połączyła w niej tyle ważnych dla dzisiejszego świata problemów, że wydawałoby się to nieprawdopodobne. Ale to trzeba przeczytać. 


  Kate wyjeżdża na studia do Grant. Jej przyjaciel, Gus, w tym samym czasie nagrywa płytę i rusza w trasę koncertową. Kontaktują się niemal codziennie. 
  Kate nie miała łatwego życia. Ojca nie było. Matki po części też. Była za to Grace, jej chora na zespół Downa starsza siostra, którą musiała się zajmować. Nie było łatwo. Jedyną pomocą dla dziewczyn była mama Gusa i sam chłopak.  Najlepsze w tym jest to, że Kate na nic nie narzeka. Stara się cieszyć z życia i uważa, że przecież są na świecie tacy, co mają gorzej.

-Powinieneś rzucić.
-To nie jest dobry tydzień na rzucanie.

 W Grant dziewczyna odnajduje wspaniałych ludzi. Clayton jest ekscentrycznie ubierającym się gejem. Pete, słysząc jakieś "świńskie" teksty, od razu się rumieni, lecz później także jego udaje się rozkręcić. Shelly jest świetną przyjaciółką, a do tego układa piękne bukiety. I Keller... Z nim będą problemy. 

Życie dla nikogo nie jest łatwe. Wszyscy musimy walczyć, by wycisnąć dobro z czasu, który nam ofiarowano.

 Keller, podobnie jak Kate, także łatwo w życiu nie miał. Spotkała go obojętność ze strony rodziców. Mając dziewczynę, nawet narzeczoną, nie zdążył się nią nacieszyć... A do tego studiuje coś, co sprawia, że nienawidzi matki jeszcze bardziej. 


 Gdy Keller i Kate się spotykają, od pierwszego wejrzenia jest to coś wspaniałego. Nie mogą się oprzeć swojemu widokowi, ale oboje wiedzą, że muszą trzymać na dystans. Ale ostatecznie to miłość wygra tę bitwę. 


Jest niespotykanym promykiem słońca. Nie tylko szuka jasnych stron... ale nimi żyje.

  Nie będę Wam opowiadać o tej książce. Ją trzeba przeczytać. Porusza takie tematy jak: życie z chorą osobą, aborcja, nietolerancja na tle orientacji, bulimia, choroba ukochanej osoby i wiele innych zarówno drastycznie jak i delikatnie ujętych. 

Zakończenie  było tak nieoczekiwane, zresztą ostanie 150 stron to było ogromne zaskoczenie. Wielki szacunek dla Kim Holden, że potrafiła wykreować coś tak wspaniałego, a zarazem przerażającego.

 Zakochałam się w tej książce. Więc stawiam notę najwyższą. 

Nota: 10/10

Inaczej być nie mogło. Dawno książka nie wzbudziła we mnie tak skrajnych emocji. Śmiałam się jak również płakałam - to jest coś niesamowitego. 


Pozdrawiam i gorąco polecam!
Może Wy także macie swojego "Promyczka"?

..Jesteście dzielni… 
A teraz idźcie… stwórzcie legendę!
To rozkaz.
Zróbcie to. 
Proszę...